DRUGI KATYŃ

18.05.2017 854 : Giennadij Matwiejew : -

Jak informowano wcześniej, MSZ Polski wyraziło niezadowolenie z tego, że na cmentarzu wojennym w Katyniu rosyjska strona umieściła tablice z informacjami o czerwonoarmistach, którzy zginęli w polskiej niewoli w latach 1919-1922. W opinii Warszawy podana liczba ofiar jest kilkakrotnie wyższa niż faktyczne dane potwierdzone przez polskich i rosyjskich historyków. Portal lenta.ru zwrócił się do kierownika katedry historii Słowian południowych i zachodnich wydziału historii Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego imienia M. W. Łomonosowa, profesora, doktora habilitowanego nauk historycznych Giennadija Matwiejewa, który badał losy czerwonoarmistów w niewoli polskiej.

18 października 1920 roku, po 20 miesiącach walk na froncie polsko-radzieckim, które raz ucichały, a raz wybuchały z nową siłą, nastąpił rozejm. 18 marca 1921 roku w Rydze podpisano traktat pokojowy między RFSRR (reprezentującą również interesy BSRR) i USRR z jednej strony a Polską z drugiej strony. Ale już wcześniej, 24 lutego 1921 roku, negocjatorzy z Rygi zawarli układ o repatriacji, którego działanie obejmowało również jeńców wojennych. Już w marcu przez stacje graniczne w białoruskich Baranowiczach i ukraińskim Zdołbunowie ruszyły pierwsze eszelony z czerwonoarmistami wracającymi z niewoli wojennej. W trakcie ewakuacji, której główny etap trwał do połowy października 1921 roku, do ojczyzny wróciło z obozów, według danych radzieckich, 75 699 jeńców.

Niewola

Polskie słowo niewola to brak wolności, a brak wolności to tragedia dla każdego zniewolonego człowieka. W 1907 roku w Hadze uchwalono konwencję dotyczącą praw i zwyczajów wojny, w której zamieszczono zalecenia dotyczące norm traktowania jeńców wojennych. Miały one na celu przynajmniej złagodzenie tej tragedii. Trzeba przyznać, że uczestnicy pierwszej wojny światowej starali się ‒ w mniejszym lub większym stopniu ‒ przestrzegać dobrowolnie przyjętych na siebie zobowiązań wobec jeńców. Na przykład w niemieckim obozie jenieckim pod Strzałkowem w latach 1915-1918 zmarło 506 osób, pomimo tego, że w tym okresie w Niemczech był odczuwalny ostry deficyt żywności.

Sytuacja w tym samym obozie zmieniła się kardynalnie, kiedy, począwszy od maja 1919 roku, zaczęli go wykorzystywać Polacy. Przez dwa i pół roku, według polskich danych, zmarło w nim 7,5 tysięcy wziętych do niewoli czerwonoarmistów. Polscy historycy tłumaczą wysoką śmiertelność epidemią tyfusu. Powstaje jednak pytanie, czy wówczas, jak potwierdzają te same źródła, jeńcy mogliby swobodnie opuszczać teren obozu, żeby zatrudniać się u okolicznych chłopów? Przecież w takim przypadku roznosiliby chorobę daleko za obszar obozu. Biorąc pod uwagę to, że armia polska posiadała służbę sanitarną zajmującą się profilaktyką zagrożeń epidemiami, jest to mało wiarygodne wytłumaczenie. Oznacza to więc, że były również inne przyczyny masowej śmierci więźniów w tej i innych placówkach jenieckich.

Z doświadczenia wiem, że wszelkie próby poznania przyczyn i skali katastrofy natychmiast rodzą oskarżenia polskich kolegów, urzędników i mediów o dążenie do pomniejszenia skali zbrodni katyńskiej. W Polsce ukuto na to nawet specjalny termin: anty-Katyń. Mimo to konieczne jest wyjaśnienie losu czerwonoarmistów w polskiej niewoli. Powstały w tym celu dostępne źródła: w 2004 roku wydano pokaźny tom dokumentów i materiałów Czerwonoarmiści w niewoli polskiej w latach 1919-1922 sporządzony głównie na podstawie dokumentów z polskich archiwów.

Wielu umierało w drodze

Nie sposób zrozumieć rozmiarów tragedii związanej z polską niewolą, nie wiedząc, ilu czerwonoarmistów tragedia ta dotknęła. Rozrzut opinii jest tu dość spory: od 110 do ponad 200 tysięcy osób.

Na podstawie codziennych komunikatów oddziału operacyjnego polskiego głównego dowództwa podliczyliśmy, że w rękach polskich w okresie wojny znalazło się co najmniej 206 877 żołnierzy Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej. Nie wszyscy z nich faktycznie zostali jeńcami. Niektórzy mieli szczęście i udało im się uciec od razu po dostaniu się do niewoli, niektórych wypuszczono, żeby nie trzeba było oddelegowywać żołnierzy na tyły w celu ich ochrony i konwojowania. Innych wcielono do tak zwanych dzikich (tj. tworzonych bez zgody Ministerstwa Spraw Wojskowych) zespołów roboczych i pozostawiano w jednostkach frontowych, ich losy są niejasne. Byli również tacy, których rozstrzeliwano bez śledztwa i sądu. Najczęściej rozstrzeliwano komisarzy, dowódców, komunistów, Chińczyków i Żydów. Inne kategorie jeńców wojennych również nie mogły się czuć bezpieczne. Najgłośniejszym przypadkiem było rozstrzelanie 199 jeńców na rozkaz generała W. Sikorskiego 24 sierpnia 1920 roku pod Mławą. Rannych czerwonoarmistów pozostawiano na polu walki. Niektórzy z nich przeżyli, lecz wielu, szczególnie w sierpniu i wrześniu 1920 roku, dobiły polskie jednostki samoobrony. Dlatego też w specjalnych obozach znaleźli się bynajmniej nie wszyscy czerwonoarmiści, którzy dostali się do rąk Polaków. Według naszych obliczeń było to co najmniej 157 tysięcy osób.

Również droga jeńców z frontu do obozu stacjonarnego nie była łatwa. Na początku jeńcy byli rozbierani do naga i okradani, a następnie przekazywani do punktu zbiórki w celu rejestracji oraz odbioru żołdu pieniężnego i racji żywnościowej. Później przydzielano ich do punktów przesyłowych w strefie przyfrontowej. Warunki przebywania w tych punktach były ciężkie. Zastępca naczelnika służby sanitarnej Frontu Litewsko-Białoruskiego, major Hackbale, opisywał w roku 1919 sytuację na stacji zbiorczej Mołodieczno: Nikt się o tych nieszczęśników nie troszczył, nic dziwnego, że człowiek nieumyty, bez ubrania, źle karmiony, ulokowany w nieodpowiednich warunkach, w razie infekcji był skazany na śmierć....

W raporcie dowództwa Poznańskiego Okręgu Wojennego z 29 listopada 1920 roku podkreślano, że transport jeńców nie został zorganizowany w należyty sposób... Zazwyczaj przewiduje się, że transport będzie trwał dwa-trzy dni, a faktycznie trwa około sześciu. Jeńcy otrzymują racje żywnościowe, zazwyczaj chleb i fasolę na dwa, maksymalnie trzy dni, a później głodują. Głód, zimno, brak ciepłej odzieży w połączeniu z ogólnym osłabieniem jeńców prowadzą do takiego wyniszczenia, że w drodze co chwilę umiera kilku jeńców. To samo ma miejsce po przybyciu do obozu i w pierwszych dniach kwarantanny.

Na przykład eszelon z Kowla do Puław w listopadzie 1920 roku przewożący 700 jeńców był w drodze przez cztery dni. W tym czasie jeńcy w ogóle nie byli karmieni, chociaż w pociągu przewożono przeznaczone dla nich mięso. Przywieziono zamrożone mięso, a równocześnie tak wygłodniałych ludzi, że ich przeważająca część nie była w stanie samodzielnie wyjść z wagonów, a 15 osób zmarło w pierwszym dniu po przyjeździe. W drugim eszelonie, który jechał tą samą trasą, spośród 300 jeńców w drodze zmarło 37 osób.

W razie gwałtownego wzrostu liczby jeńców (w kwietniu i maju oraz w sierpniu 1920 roku) tworzone były tymczasowe obozy koncentracyjne bez pomieszczeń mieszkalnych, kuchni, odpowiedniego zaopatrzenia żywnościowego i rzeczowego itp. Mógł to być zwykły kawałek pola ogrodzony drutem kolczastym, na którym jeńcy musieli spać na gołej ziemi w deszczu i na mrozie. W takich obozach obserwowano masowe zachorowania na tyfus plamisty i dur powrotny, czerwonkę, grypę, a nawet cholerę, a wskutek tego wysoką śmiertelność.

Obóz był nekropolią

Czerwonoarmiści, którzy dostali się do niewoli, byli umieszczani w obozach stacjonarnych pod Strzałkowem, w Dębie, Tucholi, Dęblinie, Brześciu Litewskim i Wadowicach. Jenieckie normy żywnościowe przewidywały dziennie po 500 g chleba, 150 g mięsa, 700 g ziemniaków, 150 g surowych warzyw lub mąki, różne przyprawy, a także dwie stugramowe porcje kawy.

Oceny faktycznych racji żywnościowych przez świadków naocznych są do siebie podobne. Naczelnik obozu w Wadowicach: Żywienie jeńców... budzi wątpliwości co do jego dostateczności, ale doświadczenie dowodzi, że dla ludzi, którzy nie pracują ani fizycznie, ani umysłowo, jest zupełnie wystarczające.... Bardziej zdecydowanie na ten temat wypowiedzieli się autorzy raportu o sytuacji w Strzałkowie: Wyżywienie jeńców... jest niewystarczające, szczególnie w miesiącach zimowych ze względu na zimno i brak ciepłego umundurowania. Brak należytego żywienia jest jedną z przyczyn złego stanu zdrowia....

Racje żywnościowe analogicznie ocenili więźniowie baraków komunistycznych w Strzałkowie, których nie wykorzystywano w robotach: Jeśli ogólnie żywienie komunistów można uznać za zadowalające, nie można tego bynajmniej powiedzieć o wyżywieniu czerwonoarmistów w oddziałach. Biorąc pod uwagę to, że oni pracują, porcja, która z trudem wystarcza dla nas, jest dla nich zbyt mała. Oprócz tego są oni niemiłosiernie okradani przez administrację kuchni wskutek źle zorganizowanej kontroli... Nie ma wątpliwości, że czerwonoarmiści w niewoli głodują.

O tym, jak wyglądał ten głód, świadczy opowieść naczelnika stacji rozdzielczej w Puławach, majora Chlebowskiego o nieznośnych jeńcach, którzy stale wybierają z kupy nawozu obierki ziemniaczane, żeby je zjeść; dlatego był zmuszony postawić obok kupy nawozu wartę. Ale i to okazało się niewystarczające... trzeba będzie tę kupę nawozu otoczyć drutem kolczastym, żeby ochronić wyrzucane na nią obierki. Pan major uważa, że bolszewicy specjalnie postępują w ten sposób, żeby wprowadzać niepokój i siać ferment w Polsce.

Warunki pobytu praktycznie nigdzie nie były zgodne z wymaganiami norm wydanych w 1919 roku przez Ministerstwo Spraw Wojskowych. Jeńcy byli przetrzymywani w wilgotnych, źle ogrzewanych i nieprzewiewnych barakach i półziemiankach, brakowało im sienników i koców, nie mówiąc już o pościeli, karmiono ich nieregularnie i niewystarczająco, między innymi w wyniku złodziejstwa pracowników służby obozowej. Surowe, a nierzadko brutalne traktowanie jeńców, brak obuwia i odzieży, niska przepustowość łaźni, pralni, urządzeń dezynfekcyjnych nie pozwalały na zapewnienie odpowiednich warunków sanitarno-higienicznych, a brak najbardziej potrzebnych lekarstw i niewystarczająca liczba miejsc w lazaretach obozowych prowadziły do epidemii chorób zakaźnych, począwszy od grypy, skończywszy na tyfusie i cholerze. Zdarzało się, że zdrowi jeńcy mieszkali razem z chorymi, co powodowało epidemie.

Komisja Międzynarodowego Komitetu Czerwonego Krzyża, która w październiku 1919 roku skontrolowała stan sanitarny obozu w Brześciu Litewskim, stwierdziła: ... wskutek nienadających się do zamieszkania pomieszczeń, wspólnego przebywania w ciasnocie zdrowych i zakaźnie chorych jeńców wojennych, wielu z których umierało na miejscu; nieodpowiedniego żywienia, o czym świadczą liczne przypadki wycieńczenia; obrzęków, głodu (...) obóz w Brześciu Litewskim był prawdziwą nekropolią.

Lepiej w ogóle nie brać jeńców wojennych

O tym, że obóz w Brześciu Litewskim nie był wyjątkiem, świadczy opis sytuacji w Białymstoku autorstwa polskiego lekarza wojskowego Habichta: I znowu to samo przestępcze lekceważenie obowiązków przez wszystkie działające w obozie organy... Kilkaset osób przypłaciło to życiem, a kolejne kilkaset będzie musiało zginąć... W obozie na każdym kroku widać nieopisany brud i niechlujstwo, zaniedbanie i nędzę ludzką, które wzywają o pomstę do nieba. Same baraki są przepełnione, a wśród zdrowych jest pełno chorych. W mojej opinii wśród tych 1400 jeńców nie ma osób zdrowych. Przykryci szmatami, tulą się do siebie, żeby się nawzajem ogrzać. Smród od czerwonki i porażonych gangreną, opuchniętych od głodu nóg....

Znający sytuację w obozach naczelnik departamentu sanitarnego Ministerstwa Spraw Wojskowych, generał Z. Gordyński, podsumował: ... lepiej w ogóle nie brać jeńców, niż pozwolić im ginąć tysiącami od głodu czy zarazy.

Nawet minister spraw wojskowych, generał K. Sosnkowski, był zmuszony w grudniu 1920 roku przyznać w swoim rozkazie: Zarządzenia Ministerstwa Spraw Wojskowych... w kwestii należytego traktowania jeńców dotyczące ich odpowiedniego żywienia, zakwaterowania, odzieży, a także zapewnienia znośnych warunków higienicznych w obozach i na stacjach rozdzielczych jeńców do dzisiaj nie przyniosły oczekiwanych rezultatów....

Ciężkie warunki życia, głód, zimno i choroby były przyczyną wysokiej śmiertelności całkiem młodych mężczyzn. Według wiarygodnych danych w samym Strzałkowie i w Tucholi zmarło ponad 11,5 tysiąca jeńców. Jeńcy umierali również w innych obozach.

Aby uzyskać dokładne wyobrażenie o poziomie śmiertelności, należy uwzględnić również epidemie, podczas których śmiertelność rosła cztero- i pięciokrotnie, dochodząc do 30 procent i więcej. Odnotowano trzy takie epidemie: w sierpniu i wrześniu 1919 roku, zimą 1920 roku i zimą 1921 roku. Każda z nich trwała po dwa-trzy miesiące. Wykonując kilka prostych działań arytmetycznych, można określić, że ogółem mogło umrzeć od 25 do 28 tys. osób, a więc poziom śmiertelności wynosił około 18 procent. W literaturze spotykane są również inne dane (Z. Karpus ‒ 16-18 tysięcy, I. W. Michutina ‒ 60 tysięcy).

Kto jest winien

Jeńców, którzy nie powrócili do ojczyzny po repatriacji i nie zginęli w niewoli, spotkał różny los. Część z nich została odbita Polakom w toku radzieckiego kontrataku w lipcu i sierpniu 1920 roku. Około 30 tysięcy z różnych przyczyn wstąpiło do formacji antyradzieckich po stronie Polski (S. Bałachowicza, S. Petlury, B. Sawinkowa i in.). Niektórzy z nich przeszli na stronę radziecką, wrócili na mocy amnestii ogłoszonej pod koniec 1921 roku, zginęli w walkach lub pozostali na emigracji. Pewna część jeńców zmobilizowanych do Armii Czerwonej na terenach Zachodniej Białorusi i Wołynia, które zostały przyłączone do Polski, wróciła do domów. Zachowało się wiele wspomnień o ucieczkach, również udanych. A około tysiąc ludzi po prostu nie chciało wracać.

Zupełnie słuszne jest pytanie, kto ponosi winę za nieludzkie warunki niewoli. Z jednej strony winne jest główne dowództwo i Ministerstwo Spraw Wojskowych, którym nie udało się stworzyć skutecznego systemu przetrzymywania jeńców i zapewnić kontroli przestrzegania własnych instrukcji i zarządzeń. Oto co pisze wspomniany już powyżej Z. Gordyński: Przyczyna zła, przy czym istotna, niech pokajają się winni ‒ to ociężałość i obojętność, lekceważenie i niewykonywanie swoich bezpośrednich obowiązków....

Lecz, co gorsza, losy jeńców wojennych znalazły się w rękach ludzi, którym brak było psychologicznego i profesjonalnego przygotowania do wykonywania swoich obowiązków. Wielu oficerów kierujących obozami i zespołami roboczymi było przekonanych o swojej cywilizacyjnej wyższości wobec azjatyckich barbarzyńców i zarażonych ksenofobią. Nie zawsze mieli oni czyste sumienie, sami kradli żywność i nie przeszkadzali w kradzieżach swoim podwładnym.

Oczywiście były również obiektywne trudności związane z zaopatrzeniem w żywność i odzież, paliwo i lekarstwa. Ale przecież Polska nie zmagała się z pandemiami chorób zakaźnych i powszechnym głodem. W tragedii polskiej niewoli wyraźnie widać winę tych, których obowiązkiem służbowym było to, żeby za wszelką cenę tragedii tej zapobiec. Zamiast tego osoby te faktycznie kontynuowały z jeńcami swoją osobistą wojnę, bez wyrzutów sumienia, bezlitośnie skazując swoich bezbronnych podopiecznych na zimno, głód, choroby i umieranie w mękach.



Giennadij Matwiejew, doktor habilitowany nauk historycznych, kierownik katedry historii Słowian południowych i zachodnich wydziału historii Moskiewskiego Uniwersytetu Państwowego imienia M. W. Łomonosowa

Materiał został przygotowany wspólnie z
Muzeum Historii Współczesnej Rosji i z magazynem Żywaja istorija.

Źródło: https://lenta.ru/articles/2017/04/23/antikatyn/